Niesamowite długopisy Troika
Przyznaję bez bicia – jeśli chodzi o artykuły piśmiennicze, jestem prawdziwym gadżeciarzem. Każdy nowy wynalazek związany z piórami, ołówkami czy atramentem wywołuje we mnie nieodpartą chęć, by go zdobyć. Nie jest to pragnienie szczególnie racjonalne, a często wręcz niemożliwe do spełnienia. I wcale mi to nie przeszkadza. Obserwujący mnie z boku mógłby pomyśleć, że ze mną coś nie tak. Śmieję się przy stoiskach z wiecznymi piórami, nie mogę oderwać wzroku od stosów kredek w sklepach plastycznych, a rzędy kałamarzy z atramentem na półkach sprawiają, że serce bije mi szybciej. Nie wszystkie jednak przybory piśmiennicze działają na mnie tak samo. Długopisy – w większości przypadków – mogłyby w ogóle nie istnieć. No, może z wyjątkiem kilku naprawdę wyjątkowych. O jednym z nich kilka słów poniżej.
Długopis Troika – szwajcarski scyzoryk wśród pisadeł
Kiedy pierwszy raz zobaczyłem go w sieci, miałem nadzieję, że to pióro. Obok mojego Kaweco AL Sport i scyzoryka byłoby stałym towarzyszem wędrówek. Jak się okazało – to długopis. Normalnie zapomniałbym o temacie, ale tak mi przypadł do gustu, że dopisałem go do swojej listy rzeczy do upolowania. Jest to bowiem nie tylko długopis, ale także linijki, poziomica, dwa śrubokręty i rysik do ekranów dotykowych (stylus). Mam dojmujące poczucie, że w długopisie Troika Construction jest gdzieś jeszcze ukryty miecz Jedi, ale jeszcze nie znalazłem sposobu, by go uruchomić.
Mój tata nie rozstawałby się z Troiką
Gadżeciarstwo chyba odziedziczyłem po tacie. Uwielbiał praktyczne, wielofunkcyjne przedmioty – scyzoryki, zestawy kluczy i podobne drobiazgi. Kiedyś podarowałem mu etui Watermana na okulary i pióro (lub długopis). Nosił je zawsze przy sobie, a kiedy zaginęło, był niepocieszony. Szkoda tylko, że wcześniej nie trafiłem na długopis Troika – wtedy miałbym gotowy prezent na Dzień Ojca. Z gwarancją sukcesu!
O co właściwie chodzi z tym długopisem?
Prawda jest taka, że Troika to solidny, efektowny i doskonale piszący długopis niemieckiej firmy specjalizującej się w prezentach. Zaprojektowano go tak, by przypominał element konstrukcyjny – belkę, a może raczej gruby ołówek? Na korpusie znajduje się linijka z czterema skalami, a wbudowana poziomica dodaje funkcjonalności. To jednak nie wszystko. Na szczycie korpusu znajdziemy rysik do ekranów dotykowych, a pod nim ukryty jest wkrętak z dwoma końcówkami – prostą i krzyżakową. W efekcie powstał wielofunkcyjny długopis, idealny na prezent nie tylko dla mężczyzn.
Widzę go w domowym koszyku na drobiazgi – w przedpokoju albo w kuchni. Wiecie, w takim magicznym pojemniku, który „przechowuje wszystko i nic” i nieustannie powiększa swoją pojemność. To miejsce, gdzie szukamy w pośpiechu sznurówek, miarek, zagubionych paragonów, guzików, ołówków, długopisów, a czasem nawet drobnych na parking.
Troika Construction - wrażenia z używania
Ten długopis jest spory – całkiem ciężki i solidny, co wcale nie dziwi, skoro wykonano go w całości ze stali. Jest również dość gruby i długi, dzięki czemu położony na papierach skutecznie je przytrzymuje, nie pozwalając, by najlżejszy podmuch wiatru go przesunął – przydatne zwłaszcza podczas pracy na zewnątrz. Długopis wyposażono w praktyczny klips, którym można łatwo zaczepić go w kieszeni, a sześciokątny przekrój korpusu zapewnia pewny chwyt. Wkład wysuwa się poprzez obrót karbowanego pierścienia na przedzie narzędzia. Jeśli chodzi o samo pisanie, nie mam żadnych uwag. Nie jestem może koneserem kulkowych narzędzi piśmienniczych, ale w tym przypadku nie ma do czego się przyczepić – pisze gładko, bez problemów i w pełni spełnia swoją funkcję.
Atutem Troika Construction jest jego wielofunkcyjność i wszechstronność
To sprawia, że jest to atrakcyjny długopis, świetnie nadający się na upominek. Można go mieć w wielu kolorach, choć dla mnie najbardziej efektowna jest wersja żółta, która kojarzy mi się z oznaczeniami placów budowy w tym kolorze.
Po co mi długopis Troika?
To oczywiste – długopis służy przede wszystkim do notowania, na przykład tego, co zmierzę. Ale jest też po to, by nie trzeba było za każdym razem grzebać w szafce z narzędziami, szukając wkrętaka do dokręcenia jednej małej śrubki. Dla mnie chyba najpraktyczniejszym gadżetem jest linijka – używałem jej już wiele razy i zawsze ją sobie chwalę. Poziomica natomiast zachwyca mnie nie tylko funkcjonalnością, ale i estetyką. Pełni rolę podobną do przezroczystości w piórach typu demonstrator: podczas nudnych spotkań można śledzić wędrujący pęcherzyk powietrza tak, jak obserwuje się atrament przelewający się w piórze.
Chwila prawdy – to nie jedyny długopis, jaki chciałem mieć
No dobrze – przyznaję się, nie jest to jedyny długopis, jaki chciałem mieć. Pamiętacie te z postaciami zatopionymi w wodzie, które poruszały się podczas przechylania długopisu? Chorowałem w szkole podstawowej na taki. Chyba nawet jakiś miałem. To już przeszłość. Jeśli chodzi o długopisy, to w moim świecie narzędzi piśmienniczych jest bardzo mało miejsca na nie i właśnie nastała era Troika.
Jarosław Nykiel
www.janykiel.pl