Kiedy w sklepie ze znudzoną miną przeglądasz notatniki, to wiedz, że ktoś to widzi i nie zawaha się tego wykorzystać...
Środa, 11:42
„Pani! Co za czasy! Wszystko mają!” — krzyczała, niby to do mnie, niby do sklepowej półki, pewna pani raczej starsza niż młodsza, z jednym zaplątanym gdzieś z tyłu papilotem we włosach.
„No patrz pani, brokatem koń posypany!”
Tym razem przekaz był już wyraźnie skierowany do mnie — kobieta wyciągnęła rękę i wpatrywała się we mnie jak wół w malowane wrota. Uprzejmie więc zerkam to na nią, to na tego nieszczęsnego brokatowego konia, znowu na nią, jeszcze raz na konia. W końcu wyduszam z siebie górnolotne: „Yhmy…”.
I już w duchu obiecuję sobie, że następnym razem żadnych „yhmy”, żadnego kontaktu wzrokowego. Po pierwszym rzuconym w przestrzeń pytaniu — wycofać się dyskretnie, lecz stanowczo, a gdy tylko osiągnę bezpieczną odległość — brać nogi za pas!
Środa, 13:38
Wyniszczona wychodzę ze sklepu. Opadam w ulubionej kawiarni, odpalam laptopa i zamawiam kawę. Nie mam już siły nawet zamieszać jej łyżeczką, więc piję trójwarstwowe latte, pierwszy raz w życiu wyczuwając każdą warstwę z osobna. Mózg mi płonie.
„Zrób zakupy w internecie” – mówili. „Wejdź sobie na twojepioro.pl” – radzili.
To co mnie, na litość boską, podkusiło, żeby iść do galerii?! Mam za swoje! Żałuję, posypuję głowę popiołem i wreszcie odpalam stronę.
Środa, 14:05
Przeglądam nowości i nie mogę uwierzyć, że coś jeszcze jest w stanie zszokować mnie — fankę wszystkiego, co piękne — do tego stopnia, że pragnę to mieć od razu. A jednak… palec sam wędruje na „dodaj do koszyka”.
Czwartek, 11:30
Le ding, le dong! Kurier u drzwi. Paczka całkiem zgrabna, gustowna, niewielka, śnieżynką ozdobiona. A w środku efekt moich zakupów, wczoraj przy kawie, W SPOKOJU zrobionych.
Czwartek, 11:33
Z nabożeństwem niemal zdzieram folię z pierwszego notatnika, zszywanego charakterystyczną pomarańczową nicią. Surowa tektura, proste wykończenia, pozornie niedbałe przeszycia, przetarcia i oszczędna kolorystyka sprawiają, że seria Heritage nie jest oczywista. Jej estetyka nie trafia od razu — wymaga oswojenia, chwili rozpoznania. I właśnie w tym tkwi jej urok.
W świecie zalanym błyszczącymi, kolorowymi okładkami Rhodia Heritage ma odwagę wrócić do korzeni, do tego, co najlepsze — do własnego dziedzictwa. I robi to odważnie.
Papier również mnie nie zawodzi. Zresztą to on od lat sprawia, że nieustannie wracam do produktów Rhodii. Rozkoszuję się tym, jak moje pióro płynie po kartce — miłość zdecydowanie jest odwzajemniona.
Po zerwaniu folii i obwąchaniu każdego notesu z osobna (z cyklu: „Rzeczy, których nikt o mnie nie wie”) ustawiam je na półce, frontem do pokoju. Siadam w fotelu i myślę o koniu posypanym brokatem. Rzeczywiście, co za czasy — wszystko już mają…






Zdjęcia zostały wykonane w ramach projektu 'Kolorowe Atelier' - comiesięcznego cyklu kolorystycznych inspiracji!
Aranżacja i produkty: Twoje Pióro
Fot. Zegarki i Pióra